Spadzie - 06.04.2021
Miało być szybko i bezproblemowo. Trasa prowadziła (na mapie!) leśnymi duktami. Na miejscu jednak okazało się, że początek drogi to strumyk, który zaczyna piąć się stromo w górę. Po przejściu kilkunastu metrów zmieniłam szlak i po przejściu przez strumyk i pole natrafiłam na coś co przypominało drogę. Na szczęście zalegał na niej śnieg, bo inaczej ugrzęzłabym w błocie. Wreszcie docieram do drogi, która już wygląda przyzwoiciej i ta prowadzi mnie z powrotem do strumyka, po pokonaniu którego natrafiam na skrzyżowanie. W prawo dostałabym się na Majdan a potem ewentualnie na czerwony szlak prowadzący od Szczawnicy na Przehybę. Ja jednak skręcam w lewo. Ślady butów napawają optymizmem, jednak po pokonaniu około kilometra ślady butów się kończą a zaczynają się ślady dzikich zwierząt. Nie odstrasza mnie to i brnę dalej mimo, że na poszukiwaniu dobrej trasy straciłam już sporo cennego czasu.
Droga niestety cały czas prowadzi ze sporym nachyleniem ale wreszcie udaje mi się dotrzeć do miejsca, w którym już prawie widać szczyt. Trzeba tylko pokonać fragment, gdzie śniegu jest po kolana i każdy krok wymaga sporej dawki skupienia. U góry pojawia się ambona myśliwska.
Ale GPS pokazuje, że jeszcze to nie jest miejsce docelowe. Idę więc dalej i odchodząc od ścieżki przedzieram się przez powalone drzewa po prawej stronie. Mapy.cz pokazuje, że znajduję sie idealnie w puncie docelowym, ale tabliczki szczytowej wciąż nie widać.
I wreszcie jest…
I oczywiście ja również uwieczniam siebie w tym przełomowym momencie :)
Powrót praktycznie tą samą drogą, chociaż plan pierwotny zakładał pętelkę przez Przehybę. Jednak wyruszenie o 16 w góry w kwietniu to nie jest zbyt dobry pomysł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz