wtorek, 22 czerwca 2021

Korona Beskidu Sądeckiego - 12-13/35 - Wargulszańskie Góry, Jawor

 Wargulszańskie Góry 1035 - 21.02.2021

Jawor 1027 - 21.02.2021


Naszą wyprawę zaczynamy w Łomnicy-Zdrój przy szkole. Szlak rozpoczyna się wąską uliczką naprzeciwko szkoły i wiedzie nas od razu mocno w górę. Śnieg jest OK, ale lód nie napawa optymizmem. Docieramy do kapliczki gdzie rozchodzą się szlaki. 




Z tymi oznaczeniami jest dość dziwnie, bo nie ma ich na naszych mapkach, ale kierunkowskazy stoją. 

Nasz pierwszy punkt programu to Parchowatka, ale gdy Gosia się zaczyna zapadać w śniegu to już jest coś nie tak i uznajemy, że trzeba “lepiej iść tędy”. Taki właśnie napis widnieje na tabliczce z kolorem szlaku. Gdy po chwili trafiamy na wydeptane zmrożone ślady prowadzące w stronę szczytu nie wahamy się ani chwili. Nie był to jednak dobry pomysł, bo trasa prowadziła bokiem Parchowatki i zaprowadziła nas do śniegów na 1,2m. Gdy ciężko jest się wydostać z tak wysokiej zaspy, człowiek wpada w lekką panikę. Zaledwie 5 metrów do pokonania a było to nie lada wyzwaniem. Teraz już wiem, że nie warto się pchać na siłę w takie warunki i Parchowatka poczeka, aż śniegi stopnieją.


  


I tu nastąpiło lekkie zakłócenie trasy wycieczki - szersza ścieżka aż prosiła się, żeby nią iść i tak też się stało. Tylko, że nie prowadziła ona szlakiem i po sporym fragmencie i tak trzeba było zawrócić. Okazało się, że z lewej strony prowadziła lekko wydeptana ścieżynka i to właśnie był nasz żółty szlak. 

Ale za to jakie widoki po drodze. 


Wargulszańskie Góry już są o rzut beretem, jednak Bożenka rezygnuje z dalszej trasy. My z Gosią pędzimy dalej i za jakieś 26 minut natrafiamy na tabliczkę szczytową. 



A prawie tuż za zakrętem jest Hala Łabowska i obok szczyt Jawor, do którego również docieramy, jednak ze względu na spory śnieg, po wcześniejszych doświadczeniach nie podchodzimy do drzewa z tabliczką szczytową. 




Powrót to raptem 1,5 godziny. Aż dziwne. :)



Brak komentarzy: